Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stare gry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stare gry. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 lutego 2013

Old School - Fallout 1 & 2

War... war never changes.

Użyłem już tego zdania aby rozpocząć wpis o Wasteland 2 ale nie mogłem nie użyć go ponownie na wstępie opisu serii, z której pochodzi. Mowa oczywiście o dwóch najlepszych grach, jakie Matka Ziemia nam dała.


Już słyszę szum wywołany tym stwierdzeniem dlatego od razu przechodzę do jego sprostowania :) Jak dało się zauważyć w poprzednich wpisach na GamingUnchained, jestem bez reszty oddany dwóm pierwszym Falloutom, uważając je za szczytowe osiągniecie gamingu, nie uznając jednocześnie postnuklearnych Elder Scrolls od Bethesdy. Dla jednych herezja, dla drugich oczywista oczywistość ale chciałem właśnie na wstępie wyjaśnić, że wpis może zawierać nieprzebrane pokłady subiektywizmu.


To był piękny kwietniowy poranek, dokładnie 22 kwietnia, kiedy stało się coś, co na zawsze zmieniło świat gier oraz mój (ach, pompatyczność). Dowodzony przez Briana Fargo Interplay wypuścił demo pewnej gry rpg o bardzo postnuklearnym tytule Fallout (dłuższe i mające więcej zawartości niż niejedna gra dzisiaj - how sad). W tamtych czasach byłem człowiekiem ogrywającym wszystko co gra się nazywa i na drzewo nie ucieka, więc rzeczone demko szybko wylądowało na moim dysku. Pozwalało ono wziąść udział w zmaganiach dwóch gangów - Crypts i Fools - o kontrolę nad miasteczkiem Scrapheap. Już ten niewielki fragment pełnej gry pokazywał, na jak dużą swobodę w działaniu pozwalała. Chodziłeś gdzie chciałeś, robiłeś co chciałeś, mogłeś opowiedzieć się po jednej ze stron, mogłeś poczekać aż się sami wykończą czy w końcu mogłeś sam wyciąć w pień całe miasto powodując eksplozję generatora. To wszystko plus niesamowity klimat rodem z Mad Maxa (tak mi się to wtedy skojrzyło, po części zresztą słusznie) sprawiło, że z wywieszonym językiem czekałem na pełną wersję.


Pierwszy Fallout został wydany 30 września 1997 roku i przyznam, że mimo zafascynowania się wersją demo, umknęła mi ta premiera. Dlaczego tak się stało, to niknie w mrokach moich growych dziejów, w każdym razie o istnieniu Fallouta przypomniałem sobie u mojego przyjaciela, który to pokazał mi jej pełną wersję podczas jednej z wizyt u niego. Żeby było zabawniej - stwierdziłem, że to co zobaczyłem to jakaś porażka. W wersji demonstracyjnej zasuwałem sobie postacią po klimatycznym mieście, kosiłem z gnatów, urabiałem NPC a tu? Mapka jakaś w kwadraty pocięta, podróżowanie po niej jakimś kursorkiem nie wiadomo gdzie... WTF is this? Zniesmaczony powróciłem do domu a do Fallouta jakiś czas się nie zbliżałem. W końcu jednak sumienie ruszyło. Jak to tak? Demko nieziemskie a pełna wersja kasztan? Ach, lepiej samemu spróbować w domowym zaciszu.. I jak spróbowałem, tak zniknąłem. Chciałbym tu móc napisać, że od komputera wstałem dopiero jak przeszedłem całą grę, ale niestety... robiłem sobie trochę przerw na jedzenie i spanie.


Fallout nie bez powodu nazywany jest duchowym następcą Wasteland. Mamy tu podobny klimat postnuklearnej, pełnej przemocy, seksu i hazardu Ameryki, w której nie do końca chcielibyśmy żyć (ale grać już jak najbardziej). Tak naprawdę, Fallout na początku był tworzony jako sequel Wasteland ale z powodu nie zdobycia praw do niego postanowiono stworzyć własną wersję postnuklearnego świata, pozostając przy inspirowaniu się kultowym tytułem. Podobna rzecz miała miejsce z systemem rozwoju postaci. Bazowo miał być to GURPS od Steve Jackson Games, został on już zresztą zaimplementowany ale właściciel praw do tego systemu widząc ilość przemocy i krwi w Falloucie (he, he) wycofał się z projektu. Dzięki temu powstał autorski system SPECIAL (Strength, Perception, Endurance, Charisma, Intelligence, Awareness, Luck), który tak znamy i kochamy.


No dobra, ale o co w tych Falloutach właściwie chodzi? W tej wersji rzeczywistości, po kilkudziesięcioletniej wojnie o nieodnawialne surowce, takie jak paliwo czy uran, w 2077 roku dochodzi do zniszczenia Ziemi pociskami nuklearnymi. Nikt nie wie, kto wystrzelił pierwszą rakiętę, wiadomo tylko, że w ciągu dwóch godzin prawie cała ludzka cywilizacja została obrócona w pył. Nieliczni wybrańcy schowali się w Schronach, gigantycznych podziemnych kompleksach zbudowanych przez VaultTec, reszta została na powierzchni. Przez prawie sto kolejnych lat ocaleli odbudowywali cywilizację z gruzów ale to, co w 2161 roku zastaje na powierzchni bohater pierwszej części gry przekracza jego najśmielsze wyobrażenia...

Sulik i jego Grampy Bone.

I tak mógłbym opowiadać o water chip, GECK, Enclave, Brotherhood of Steel lub Haroldzie... ale nie zamierzam psuć przyjemności odkrywania wszystkiego samemu (jeśli ktoś nie grał). A jest co odkrywać. Już pierwszy Fallout to przygoda na długie godziny natomiast druga jego część bije wszystko na głowę. Zatrzęsienie ciekawych miejscówek, jeszcze ciekawszych  postaci, rewelacyjnych questów, tzw. random encounters (np. możemy spotkać Rycerzy Okrągłego Stołu ;)), broni i mnóstwa innych rzeczy sprawia, że każdy playtrough oferuje nam coś nowego.


                                                            Cafe of Broken Dreams :)

I to jest właśnie to, jeden z głównych czynników definiujących genialność Falloutów. Ogromny świat, w środek którego jesteśmy rzuceni jako żółtodzioby i tylko od nas zależy gdzie pójdziemy i co zrobimy dalej. I jak to zrobimy. Gra pozwala podejść do spraw na wiele różnych sposobów. Cel możemy osiągnąć sprawną gadką, niewąskim operowaniem spluwami czy tęgim mózgiem włamując się do terminali. You name it, You have it. Kolejnym czynnikiem świadczącym na plus Fallouta jest opisany wyżej klimat postnuklearnych pustkowi. Odwiedzamy zaadaptowane przez ocalałych z zagłady ruiny dawnych miast, Schrony, obozowiska, wioski i bazy wojskowe (Sierra Army Depot - zaprawdę kultowa miejscówka z F2). Spotykamy niezwykle barwne postaci, choćby wymienić ghoula Harolda, supermutanta Marcusa czy kultowego Sulika i jego Grampy Bone, słuchamy doskonale skomponowanej, nastrojowej muzyki, która przenosi nas niemal w sam środek przedstawianych na ekranie wydarzeń. A najlepsze jest to, że  Fallout potrafi to wszystko zapewnić hulając na prastarym już dzisiaj engine, który przez młodsze pokolenia jest uznawany za muzealny relikt. Większość dzisiejszych gier, z ich całą piękna oprawą audio/video może tylko pomarzyć o stworzeniu tak sugestywnego świata, jaki znajdziemy w Falloutach. Ostatnią sprawą, też już przeze mnie wspomnianą jest serwowany przez Fallouta humor oraz tony nawiązań do świata książki, muzyki, filmu czy innych gier. O Rycerzach Okrągłego Stołu pisałem wyżej ale spotkamy też m.in. wieloryba z Autostopem przez galaktykę, Mad Maxa z jego psem czy Strażnika Mostu z Monthy Pyton and the Holy Grail. Mistrzostwem świata jest też zaprezentowana na screenie powyżej Cafe of Broken Dreams, gdzie spotykamy postaci z pierwszego Fallouta, które nie zmieściły się w ostatecznej wersji Fallouta 2.


Czytając zauważyliście pewnie, że tak naprawdę nie wydzielałem Fallouta 1 i 2, tylko traktowałem je jako jeden wspólny byt. I tak właściwie według mnie powinno się robić. Część pierwsza to zainspirowany Wastelandem fundament, który to cześć druga wykorzystała do zbudowania najlepszej gry, w jaką dane mi było zagrać przez ponad 20 lat mojej przygodami z elektroniczną rozrywką. Nie skosztowanie choćby jednego z Falloutów uważam za ostateczny growy grzech :) Przyznam, że kiedy reinstaluję Windowsa, pierwsze co z powrotem ląduje na twardzielu  to właśnie Fallout 1 & 2. To dla mnie niezbędnik pokroju sterownika do karty graficznej czy przeglądarki internetowej nie będącej Internet Explorerem. Nie było roku licząc od 1997, abym nie powracał na zdewastowane, wrogie pustkowia postnuklearnej Ameryki. W końcu Dogmeat musi mieć pana, prawda? :)


P.S. Nie sposób jest wymienić w jednym wpisie ogromu smakowitości, które oferują oba Fallouty czy też opisać dokładnie barwny świat, jaki przyjdzie nam zwiedzać. Dlatego zachęcam do zapoznania się z Fallout Bible, czyli zbiorem kilkunastu dokumentów przygotowanych przez Chrisa Avellone (jednego z twórców opisanych przeze mnie gier), niezwykle bogato opisujących Fallouty "od zaplecza". Więcej o Fallout Bible pod tym linkiem.

Do zobaczenia na pustkowiach!

poniedziałek, 11 lutego 2013

Post-nuclear News: Wasteland 2.

War... war never changes...

Kto poczuł mrowienie na plecach i łzy na policzkach? Nawet jeśli nie każdy z was, to trudno odmówić serii Fallout kultowości i legendarności. Mówię tu oczywiście o dwóch pierwszych częściach, a nie Post-Nuclear Elder Scrolls od Bethesdy. Pozostaje pytanie, dlaczego piszę o Falloutach, kiedy w tytule newsa jest Wasteland 2. Już wyjaśniam.


Osobą odpowiedzialną za powstanie pierwszego i drugiego Fallouta jest Brian Fargo, który inspirując się właśnie kultowym Wasteland, nadał tak genialny klimat obu postnuklearnym rpg'om. Ale to nie wszystko. Pan Fargo jest założycielem studia InXile Entertainment, które to 17 kwietnia 2012r. zebrało na Kickstarterze prawie 3 miliony dolarów (!) z wymaganych 900 tysięcy na developing Wasteland 2.

One bad mother...

Od początku, jako człowiek uważający Fallouta 2 za najwybitniejsze osiągnięcie branży gier komputerowych,  kibicuję temu projektowi i z niecierpliwością wyczekuję kolejnych newsów i materiałów z gry. I kilka dni temu wszyscy czekający na Wasteland 2 otrzymali naprawdę wspaniały prezent. Mowa o tym filmie:


Moje pierwsze wrażenie - O.M.G. Jeśli miałbym sobie wyobrażać PRAWDZIWEGO Fallouta 3 (pomijając "dzieło" Bethesdy), to tak właśnie miałby wyglądać. Ameryka po zagładzie atomowej - jest. Klimatyczna grafika (izometria, yeah) i muzyka - jest. Turowa walka rodem z Fallouta - jest. Długie, ciekawe dialgogi - są. Humor - jest. Co do tego ostatniego, kiedy podczas oglądania powyższego filmiku przeczytałem opis owada - "This fly is one bad mother..." to momentalnie poczułem się jakbym grał w moją ukochaną grę. Jednak w całym tym porównywaniu Wasteland 2 do Fallouta nie zapominam, że to przede wszystkim kontynuacja jednego z najlepszych rpg tamtych czasów, który sam w sobie stanowi pozycję typu must-have.

Welcome to wasteland, boy.

Na tą chwilę wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że InXile idzie w bardzo dobrym kierunku. Ja osobiście zaufałem Brianowi i wsparłem ich projekt na Kickstarterze, jednocześnie gwarantując sobie pudełkową, kolekcjonerską wersję Wasteland 2 z autografami twórców.

Więcej info o Wasteland 2 na oficjalnej stronie, gdzie znajdziemy forum i bloga z najnowszymi newsami:

Wasteland 2

Your mind just exploded like a blood sausage.

środa, 30 stycznia 2013

I'm a PC.

Wczoraj prześledziłem początki mojego gamingu, dzisiaj zgodnie z zapowiedzią wkraczamy w erę PC.
Do dziś pamiętam setup pierwszego komputera, który ozdobił moje biurko. Był to potężny procesor 286 (na ilu Mhz to niestety już nie pamiętam), karta graficzna Hercules Monochrome, 648kb pamięci RAM i całe 2MB na dysku twardym. To wszystko podrasowane symfonicznym brzmieniem PC Speakera ;)

PC prezentował się niezwykle dostojnie:


















Ten mocarny zestaw bez problemu uciągał takie ówczesne hity jak Prince of Persia w SVGA, Test Drive 1 i 2 czy Operation Wolf. Jednak z czarnobiałych czasów 286 (i malutkiego monitora z obowiązkowym filtrem, bez którego ślepło się w 15 minut) zdecydowanie najwięcej czasu zabrało SimCity (już widzę Wasz uśmiech na twarzach). Legendarny city-sim, którego kolejne części wydawane są do tej pory. Czy zbliżający się wielkimi krokami reboot serii wciągnie jak pierwsza część? Trzymamy kciuki.

Następny krok w mojej ewolucji gracza wspominam najcieplej. Z monochromatycznych przygód okraszonych wesołym pikaniem PC Speakera zostałem przeniesiony w świat kipiący kolorem i 16-bitowym dźwiękiem Sound Blastera. Przyznam, że przez wspomniane we wcześniejszym poście 23 lata grania nie doznałem takiego opadu szczęki jak przy tej zmianie. Pierwszą grą był (chciałem napisać po raz kolejny legendarne, ale jak się tak zastanowić to prawie każdy tytuł z tamtych czasów jest legendarny ;)) pierwszy RTS - Dune 2. Harkonenni, Atrydzi, Ordosi... na uczestniczeniu w ich zmaganiach mijały jedne z najlepiej spędzonych godzin przy PC. A przecież pojawiały się kolejne perełki. Zapewne mówią wam coś takie tytuły jak Civilization, Colonization, Age of Empires, UFO (czy też X-COM), Warcraft? Wasz uśmiech po raz kolejny stanowi odpowiedź.

Wymienione tytuły zna każdy, dlatego postanowiłem przytoczyć kilka mniej znanych gier, które nie są wymieniane jednym tchem obok tych powyżej, a które napewno zasłużyły, by o nich pamiętać.

1. Rise of the Triad - FPS od Apogee (czyli 3DRealms - twórcy Księcia Nukem 3D), trochę Wolfensteina, trochę Dooma i mieliśmy naprawdę ciekawą strzelaninę, według mnie mocno niedocenioną.

2. The Dig - to jedna z tych gier, przy których zrobiłem WOW widząc ją pierwszy raz. Jest to point -n-clickowa przygodówka od mistrzów tego gatunku, LucasArts. Urzekała nie tylko grafiką ale przede wszystkim dźwiękiem. Wszystkie kwestie postaci były voice-overowane a tłem była muzyka grana przez orkiestrę. To wszystko podlane znakomitymi renderowanymy cut-scenkami. Czy wspominałem o świetnej fabule pełnej tajemnic?

3. One Must Fall 2097 - tutaj nie napiszę nic tylko zaproszę pod http://www.omf2097.com
Dla narobienia smaku - jeśli ktoś chciał mordobicie ala Mortal Kombat tylko że z gigantycznymi robotami, to odpowiedź kryje się pod linkiem ;)

4. Shadow Warrior - powstały na fali popularności Księcia FPS o ninja Lo Wangu, który ociekał nie tylko posoką ale i znakomitym humorem. Śmiem twierdzić, że był fajniejszy od Duke Nukem 3D.
Więcej od Shadow Warrior - http://en.wikipedia.org/wiki/Shadow_warrior

5. Wacky Wheels - na koniec perełka. Myślę, że najmniej znana z tych tu wymienionych, niestety. Jako, że w tamtych czasach nie każdy delektował się Nintendo, Apogee postanowiło zrobić grę w stylu Mario Kart na PC. A jako, że było to właśnie Apogee, to wyszła im gra lepsza od oryginału. Wyścigi zwierzaków upchniętych w małych kartach, ładujących do siebie z mnóstwa różnego rodzaju power-upów dostarczały ogromnych pokładów zabawy. Najlepsze w WW było to, że mogłeś grać w split-screenie co potęgowało frajdę.

I to tyle w tym odcinku. Jak zwykle zapraszam do komentowania i dzielenia się własnymi wspomnieniami z tamtego okresu. Jakie gry Wy byście tu mieścili?



Na koniec jak zwykle bonus dla wytrwałych - setki gier z lat 80 i 90. Legalnie i za darmo - http://www.myabandonware.com/

Have Fun!

wtorek, 29 stycznia 2013

Day of the Retro.

Tak jak obiecałem, dzisiaj przenosimy się do czasów mocno dla gier zamierzchłych. A dokładnie do roku 1982, kiedy to się urodziłem. Co to ma do grania? Otóź w tym samym roku Sir Clive Sinclair i jego firma Sinclair Research Ltd. wypuściła na rynek legendarnego ZX Spectrum. To ośmiobitowe cudo 7 lat po premierze rynkowej trafiło pod moją strzechę wraz z kilkoma kasetami, które są całkowicie odpowiedzialne za to, że od 23 lat jestem zapalonym graczem.

ZX Spectrum w całej swojej oldschoolowej okazałości:



















No właśnie - kasety. Źródło fascynującego dźwięku towarzyszącemu wczytywaniu się gry oraz głębokiej frustracji, kiedy po godzinie wczytywania okazywało się, że proces należy powtórzyć. Czynników mogło byc naprawdę wiele, od złej fazy księżyca, poprzez zbyt głośne kichnięcie przy magnetofonie aż po zły humor ZX'a, który stwierdzał, że tym razem gry nie uruchomi. Ale wiecie co? Było warto.

Było warto między innymi dla tego:



Jumping Jack - posiada zaszczytny tytuł pierwszej gry, na jakiej położyłem łapki, czyli automatycznie gry legendy na wspomnienie której łzy leją mi się strumieniami. Setki godzin urwanych na skakaniu czarnym ludzikiem między dziurami na coraz wyższe szczebelki... dzisiaj może to szokować ale w 1989r. zasysało nie gorzej niż World of Warcraft.





















Bomb Jack - po raz kolejny Jacek, tym razem złakniony zbierania bomb sprawił, że lekcje przestawały być odrabiane a obiad zamieniał się w kolację. Co zabawniejsze, w szaleństwie zbierania bomb Jackiem uczestniczyli też moi rodzice, także były to dla mnie początki multiplayer'a ;)

Oczywiście, oba Jacki to był tylko wstęp. Na stole pojawiało się coraz więcej kaset z takimi tytułami jak Jet Set Willy, Moon Alert, Knight Lore, Stunt Car Driver, Saboteur czy Cauldron... Nie sposób wymienić wszystkich. ZX Spectrum jak na swoje czasy posiadał potężną bibliotekę gier i nawet ja nie ograłem wszystkich. Tymbardziej, że tuż za rogiem czaiła się na mnie nowa era grania. Era PC. O niej napiszę w kolejnym wpisie.

A tymczasem, zachęcam Was do opisania w komentarzach własnych wspomnień growych. Od czego zaczynaliście? Atari, Amiga, Commodore? Jakie gry macie w pamięci? Piszcie i pamiętajcie - Power to the Gamers!


Na sam koniec BONUS dla wytrwałych, którzy zmęczyli cały wpis. Jeśli chcecie zagrać we WSZYSTKIE gry z ZX'a w swojej przeglądarce, zapraszam na http://www.zxspectrum.net/

Miłego grania :)