czwartek, 31 stycznia 2013

What's playin', doc? - Euro Truck Simulator 2!

Zaczynam z nowym "działem" GamingUnchained, What's playin', doc?, w którym to będę opisywał aktualnie ogrywane przeze mnie gry. Nię będzie to forma recenzji jaką można spotkać w pismach i w necie, będą to raczej moje wrażenia i przemyślenia (jak to poważnie zabrzmiało). Troszkę o grafice, troszkę o muzyce i temu podobnych ale przede wszystkim o poziomie miodu płynącego z gry (albo jego braku). Jako, że pośród znajomych słynę z ostrego "napalania się" na gry, które często potrafi się skończyć chwilę po rozpoczęciu grania (głównie przez zderzenie wygórowanych oczekiwań z samą grą, np. Halo 4, ale o tym w kolejnym wpisie), będę opisywał gry, w które mam zaliczone przynajmniej kilkanaście godzin gry i o których mam już wyrobione zdanie.

Taką grą na dzisiaj jest dość niszowa produkcja czeskiego studia SCS Software, traktująca o transporcie dóbr po Europie za pomocą ciężarówki. Nie brzmi zachęcająco? Jak wspomniałem, Euro Truck Simulator 2, bo tak się zowie owa gra, jest produkcją przeznaczoną dla wąskiego grona graczy (chociaż patrząc na sukces symulatorów farmy, można poddać w wątpliwość to stwierdzenie ;)), którzy znajdują przyjemność w przemierzaniu swoją ciężarówką setek kilometrów po europejskich autostradach przy dźwiękach ulubionego radia.

Na tym polega w skrócie esencja gry. Ale że nie samym jeżdzeniem człowiek żyje, twórcy dodali kilka smaczków. Po krótce opiszę, co sprawia, że ETS2 jest naprawdę wciągającym i godnym polecenia wszystkim fanom czterech (w tym przypadku znacznie więcej niż czterech ;)) kółek kawałkiem kodu.

1. Tuning.

    Moja InfraMaszyna, czyli Valiant (czyli Volvo bez licencji ;)) F16H.

Ciężarówki (do wyboru modele najbardziej znanych producentów jak Daf, Scania czy Renault) możemy poddać całkiem szerokiemu zakresowi tuningu mechanicznego i optycznego. Zmieniamy zarówno kolor cięzarówki, wzory malowania, akcesoria takie jak klamki, lusterka, progi, felgi, światła ale też i jej silnik, nadwozie czy podwozie. 

2. Aspekt ekonomiczny i rozwój postaci.

    Spis posiadanych ciężarówek, wraz z przypisanymi do nich kierowcami i garażami.

Na początku gry zakładamy profil kierowcy, który to zostaje właścicielem (kierowca, nie profil :)) malutkiej firmy przewozowej. Tak malutkiej, że stać nas tylko na zarośniety zielskiem garaż. Nie ma kasy nawet na najprostszy model ciężarówki. Jak zatem rozwinąć skrzydła i rzucić wyzwanie DHL czy TNT? :) Najmujemy się jako kierowca jeżdzący wynajętymi tirami. Dopiero po zebraniu odpowiedniej garści Ojro dostajemy możliwość wzięcia lichwiarsko oprocentowanej pożyczki z banku i kupujemy pierwszy własny pojazd. Z biegem czasu, zarabiając coraz więcej sami zaczynamy wynajmować kierowców, powiększać flotę ciężarówek i kupować dodatkowe garaże. Nasi kierowcy, tak jak i kierowca w którego się wcielamy, z każdym kolejnym kursem dostaje punkty doświadczenia. Levelując postać wybieramy punkty rozwoju, które to pozwalają nam np. jeździć na dłuższe dystanse, przewozić coraz bardziej niebezpieczne ładunki czy oszczędzać na paliwie.

    Spis wynajętych kierowców wraz z opisem ich profilu (zarobki, jaką cięzarówką jeżdzą, itp.)

3. Rozmiar gry.

    Mapa dróg zawartych w Euro Truck Simulator 2.

Gra jest ogromna. Spędziłem w niej już ponad czterdzieści godzin a jak widać zwiedziłem dopiero niecałe 28% tras. Twórcy gry oddali nam do dyspozycji znaczną cześć europejskich dróg, po których możemy do woli jeździć czy to zwiedzając, czy przede wszystkim dostarczając towary. Wbrew temu, co może sugerowac rozmiar mapy, tereny poszczególnych państw różnią się miedzy sobą, da się wyczuć klimat każdego z nich (przede wszystkim jak się przesiada z jednopasmowych dróg w Polsce na niemieckie autostrady ;)). Co więcej, na niedawno zakończonej konferencji CDP (wydawcy ETS2 w Polsce), szef SCS Software, Pavel Sebor, zapowiedział m.in. rozszerzenie terenów po których możemy się poruszać. Co fajniejsze, dodatkowe drogi obejmą przede wszystkim Polskę i jmiasta takie jak Warszwa, Lublin czy Łódź. Nie mogę się doczekać, by zajechać pod mój blok ;)

4. Muzyka.

Nie chodzi tu dokładnie o muzykę z gry a o genialne posunięcie SCS Software, a mianowicie zaimplementowanie kilkudziesięciu internetowych stacji radiowych z całej Europy (ja osobiście non stop słucham francuskiego Virgin Radio), które możemy dowolnie zmieniać w trakcie jazdy (a niebawem dojdzie kolejne sto czterdzieści! stacji). Według mnie, fana dobrego grania (w tym wypadku pod kątem muzycznym), to cecha która przypieczętowała i tak już dobre zdanie o ETS2. Kiedy jedziesz w środku nocy wąską dróżką w Austrii, w czasie ulewy a z głośników sączy się ulubiona piosenka, to klimat można kroić nożem i częstować na talerzyku każdego chętnego.

5. Grafika.

Napiszę prosto z mostu, ETS2 nie jestem szczytem możliwości obecnych silników graficznych. Można wręcz powiedzieć, że grafika jest tylko, hmmm, poprawna. Bez wodotrysków, bez najnowszych osiągnięć, bez przegrzewania karty graficznej. Ale wiecie co? To kompletnie nie ma znaczenia. Twórcom pudało się za pomocą ograniczonych możliwości silnika graficznego stworzyć naprawdę niepowtarzalny klimat (tak, często nawiązuję do tego klimatu ale to jest właśnie główna siła ETS2). Czy jedziesz przy zachodzącym słońcu pośród polskich pól, w środku nocy podczas rzęsistego deszczu czy rano po Paryżu, zawsze jest tak samo przyjemnie. Patrzysz przez szybę Twojej ciężarówki i nabiera Cię ochota na przejechanie kolejnych kilometrów.

Podsumowanie.

A gdzie akapit o wadach? Przyznam, że musiałbym je wyszukiwać na siłę. Że miasta są malutkie? A kto by chciał stać godzinę w korku w Berlinie ;) Że nie widać pieszych? I tak by się ich nie dało rozjechać ;) Że kierowcy komputerowi potrafią czasem zaskoczyć swoim zachowaniem nie gorzej niż niedzielne staruszki wracające z kościoła? Przynajmniej nie nadużywa się tempomatu tylko trzeba być zawsze czujnym ;)

Jak wspomniałem wyżej, z ETS2 spędziłem do tej pory czterdzieści bardzo miłych godzin i na pewno nie jest to koniec, licznik bije dalej. Polecam grę gorąco każdemu fanowi motoryzacji, a szczególnie symulatorów. Przemierzanie dróg dawno nie było tak przyjemne (pamięta ktoś jeszcze King of the Road?) i dające satysfakcję. Do zobaczenia na drodze!


W następnym odcinku What's playin', doc? - Tropico 4.

środa, 30 stycznia 2013

I'm a PC.

Wczoraj prześledziłem początki mojego gamingu, dzisiaj zgodnie z zapowiedzią wkraczamy w erę PC.
Do dziś pamiętam setup pierwszego komputera, który ozdobił moje biurko. Był to potężny procesor 286 (na ilu Mhz to niestety już nie pamiętam), karta graficzna Hercules Monochrome, 648kb pamięci RAM i całe 2MB na dysku twardym. To wszystko podrasowane symfonicznym brzmieniem PC Speakera ;)

PC prezentował się niezwykle dostojnie:


















Ten mocarny zestaw bez problemu uciągał takie ówczesne hity jak Prince of Persia w SVGA, Test Drive 1 i 2 czy Operation Wolf. Jednak z czarnobiałych czasów 286 (i malutkiego monitora z obowiązkowym filtrem, bez którego ślepło się w 15 minut) zdecydowanie najwięcej czasu zabrało SimCity (już widzę Wasz uśmiech na twarzach). Legendarny city-sim, którego kolejne części wydawane są do tej pory. Czy zbliżający się wielkimi krokami reboot serii wciągnie jak pierwsza część? Trzymamy kciuki.

Następny krok w mojej ewolucji gracza wspominam najcieplej. Z monochromatycznych przygód okraszonych wesołym pikaniem PC Speakera zostałem przeniesiony w świat kipiący kolorem i 16-bitowym dźwiękiem Sound Blastera. Przyznam, że przez wspomniane we wcześniejszym poście 23 lata grania nie doznałem takiego opadu szczęki jak przy tej zmianie. Pierwszą grą był (chciałem napisać po raz kolejny legendarne, ale jak się tak zastanowić to prawie każdy tytuł z tamtych czasów jest legendarny ;)) pierwszy RTS - Dune 2. Harkonenni, Atrydzi, Ordosi... na uczestniczeniu w ich zmaganiach mijały jedne z najlepiej spędzonych godzin przy PC. A przecież pojawiały się kolejne perełki. Zapewne mówią wam coś takie tytuły jak Civilization, Colonization, Age of Empires, UFO (czy też X-COM), Warcraft? Wasz uśmiech po raz kolejny stanowi odpowiedź.

Wymienione tytuły zna każdy, dlatego postanowiłem przytoczyć kilka mniej znanych gier, które nie są wymieniane jednym tchem obok tych powyżej, a które napewno zasłużyły, by o nich pamiętać.

1. Rise of the Triad - FPS od Apogee (czyli 3DRealms - twórcy Księcia Nukem 3D), trochę Wolfensteina, trochę Dooma i mieliśmy naprawdę ciekawą strzelaninę, według mnie mocno niedocenioną.

2. The Dig - to jedna z tych gier, przy których zrobiłem WOW widząc ją pierwszy raz. Jest to point -n-clickowa przygodówka od mistrzów tego gatunku, LucasArts. Urzekała nie tylko grafiką ale przede wszystkim dźwiękiem. Wszystkie kwestie postaci były voice-overowane a tłem była muzyka grana przez orkiestrę. To wszystko podlane znakomitymi renderowanymy cut-scenkami. Czy wspominałem o świetnej fabule pełnej tajemnic?

3. One Must Fall 2097 - tutaj nie napiszę nic tylko zaproszę pod http://www.omf2097.com
Dla narobienia smaku - jeśli ktoś chciał mordobicie ala Mortal Kombat tylko że z gigantycznymi robotami, to odpowiedź kryje się pod linkiem ;)

4. Shadow Warrior - powstały na fali popularności Księcia FPS o ninja Lo Wangu, który ociekał nie tylko posoką ale i znakomitym humorem. Śmiem twierdzić, że był fajniejszy od Duke Nukem 3D.
Więcej od Shadow Warrior - http://en.wikipedia.org/wiki/Shadow_warrior

5. Wacky Wheels - na koniec perełka. Myślę, że najmniej znana z tych tu wymienionych, niestety. Jako, że w tamtych czasach nie każdy delektował się Nintendo, Apogee postanowiło zrobić grę w stylu Mario Kart na PC. A jako, że było to właśnie Apogee, to wyszła im gra lepsza od oryginału. Wyścigi zwierzaków upchniętych w małych kartach, ładujących do siebie z mnóstwa różnego rodzaju power-upów dostarczały ogromnych pokładów zabawy. Najlepsze w WW było to, że mogłeś grać w split-screenie co potęgowało frajdę.

I to tyle w tym odcinku. Jak zwykle zapraszam do komentowania i dzielenia się własnymi wspomnieniami z tamtego okresu. Jakie gry Wy byście tu mieścili?



Na koniec jak zwykle bonus dla wytrwałych - setki gier z lat 80 i 90. Legalnie i za darmo - http://www.myabandonware.com/

Have Fun!

wtorek, 29 stycznia 2013

Day of the Retro.

Tak jak obiecałem, dzisiaj przenosimy się do czasów mocno dla gier zamierzchłych. A dokładnie do roku 1982, kiedy to się urodziłem. Co to ma do grania? Otóź w tym samym roku Sir Clive Sinclair i jego firma Sinclair Research Ltd. wypuściła na rynek legendarnego ZX Spectrum. To ośmiobitowe cudo 7 lat po premierze rynkowej trafiło pod moją strzechę wraz z kilkoma kasetami, które są całkowicie odpowiedzialne za to, że od 23 lat jestem zapalonym graczem.

ZX Spectrum w całej swojej oldschoolowej okazałości:



















No właśnie - kasety. Źródło fascynującego dźwięku towarzyszącemu wczytywaniu się gry oraz głębokiej frustracji, kiedy po godzinie wczytywania okazywało się, że proces należy powtórzyć. Czynników mogło byc naprawdę wiele, od złej fazy księżyca, poprzez zbyt głośne kichnięcie przy magnetofonie aż po zły humor ZX'a, który stwierdzał, że tym razem gry nie uruchomi. Ale wiecie co? Było warto.

Było warto między innymi dla tego:



Jumping Jack - posiada zaszczytny tytuł pierwszej gry, na jakiej położyłem łapki, czyli automatycznie gry legendy na wspomnienie której łzy leją mi się strumieniami. Setki godzin urwanych na skakaniu czarnym ludzikiem między dziurami na coraz wyższe szczebelki... dzisiaj może to szokować ale w 1989r. zasysało nie gorzej niż World of Warcraft.





















Bomb Jack - po raz kolejny Jacek, tym razem złakniony zbierania bomb sprawił, że lekcje przestawały być odrabiane a obiad zamieniał się w kolację. Co zabawniejsze, w szaleństwie zbierania bomb Jackiem uczestniczyli też moi rodzice, także były to dla mnie początki multiplayer'a ;)

Oczywiście, oba Jacki to był tylko wstęp. Na stole pojawiało się coraz więcej kaset z takimi tytułami jak Jet Set Willy, Moon Alert, Knight Lore, Stunt Car Driver, Saboteur czy Cauldron... Nie sposób wymienić wszystkich. ZX Spectrum jak na swoje czasy posiadał potężną bibliotekę gier i nawet ja nie ograłem wszystkich. Tymbardziej, że tuż za rogiem czaiła się na mnie nowa era grania. Era PC. O niej napiszę w kolejnym wpisie.

A tymczasem, zachęcam Was do opisania w komentarzach własnych wspomnień growych. Od czego zaczynaliście? Atari, Amiga, Commodore? Jakie gry macie w pamięci? Piszcie i pamiętajcie - Power to the Gamers!


Na sam koniec BONUS dla wytrwałych, którzy zmęczyli cały wpis. Jeśli chcecie zagrać we WSZYSTKIE gry z ZX'a w swojej przeglądarce, zapraszam na http://www.zxspectrum.net/

Miłego grania :)